Na początek chcę bardzo, bardzo przeprosić za moją długą nieobecność, ale byłam chora, wczoraj miałam gości, bo dzisiaj mam urodziny i nie miałam czasu ;) Ale już jestem i obiecuję poprawę :)
Razem z Peetą na zmianę opiekujemy się Jo. Zmieniamy swoje dyżury co tydzień, raz on siedzi przy niej całą noc, raz ja. Nasz obecny cel to wymówienie przez Jo jakiegokolwiek słowa. Cały dzień leży w łóżku, w nocy ma koszmary. Ale i tak jest dobrze, od diagnozy lekarza minął miesiąc, kiedy zjadła wszystko nie zwracając tego z powrotem, kolejne dwa miesiące to przyzwyczajanie do naszej obecności. Najwięcej czasu zajmuje jej wypowiedzenie słowa, krótkiego słowa. Powoli zapominam już ten wspanialy ton jej głosu. Zawsze, gdy się śmiała słyszałam w jej głosie leeką chrypę, która dodawała jej uroku. Prawie w ogóle uśmiech nie znikał jej z twarzy, wszędzie było jej pełno. Teraz... nie mam słów by opisać jej stan. Ze mną też jest coraz gorzej, nie daję rady. To wszystko jest ponad mnie. Z Peetą też jest o wiele gorzej. Nie pamiętam kiedy ostatnio spał. Cały dzień spędza w piekarni, a później całą noc przy Jo. I na odwrót. Ale nie tylko to jest problemem. Brakuje mi jego, brakuje mi ciepła jego ust i rozgrzewającego ciała. Po prostu chciałabym znowu poczuć go przy sobie, choćby na jeden dzień, jedną godzinę.
- Cześć skarbie - głos Haymitcha nie jest już taki wesoły jak dawniej, on też to przeżywa.- Pomyślałem, że z Peetą chcielibyście troche odpocząć, więc...- przerywa na chwilę by zobaczyć moja reakcję na jego słowa- zabieram Jo do siebie na weekend. I nie przyjmuję żadnego odmówienia- zaskoczył mnie, jednak mój mentor wie czego najbardziej potrzebuję. Ale z drugiej strony jest Jo. Nie mogę jej zostawić.
- Nie wiem co na to P...- chcę dokończyć, ale Haymitch mi przerywa.
- Peeta już się zgodził- mówi pełnym zadowolenia z siebie głosem, na pewno planował to już od dłuższego czasu. Stąd jego częste wizyty u nas. Chciał przyzwyczaić do siebie Jo.
- No cóż skoro Peeta się zgodził to nie mam wyboru.
Może mój głos nie brzmiał przekonująco, ale naprawdę bardzo się cieszę. Mamy dla siebie całe dwa dni. Tylko on i ja... W mojej głowie zbierają się wspomnienia, nasz pierwszy raz, noc poślubna... Szybko jednak powracam do rzeczywistości. Najpierw Jo trzeba przetransportować tę parę domów dalej. Może się to wydawać banalnie proste. W końcu to tylko parę metrów, lecz Jo już do innego pomieszczenia w domu trudno zaciągnąć,a co dopiero do innego domu.
- Jo- zaczynam spokojnie, stojąc jeszcze w drzwiach jej pokoju.- Teraz cię spakuje- lekarz kazał nam tłumaczyć jej każdą czynność jaką w danej chwili wykonujemy- później pomogę ci się przebrać, a na końcu zabiorę cię do Haymitcha.
- Dobrze- w pierwszej chwili nie uwierzyłam. To niemożliwe. Powiedziała coś, szeptem, ale powiedziała.
WSZYSTKIRGO NAJLEPSZEGO !! <3
OdpowiedzUsuńNotka super ; )
jak zwykle świetne ;**
OdpowiedzUsuńzapraszam też do siebie dopiero zaczynam ;D
katnissipeetadalszeycie.blox.pl/html
~Peetniss
Wszystkiego naj! Aby Katniss upolowala Ci zająca, a Peeta zrobił pyszny torcik:) Rozdział boski;) Istne cudenko xD
OdpowiedzUsuńPuma, zabierająca się za Percy'ego Jacksona:)
Dostaniesz kopa pod zebro za to ze nie ma nowego wpisu xd
OdpowiedzUsuńkiedy następny?!
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę że znalazłam twojego bloga <3 Szkoda mi Jo...a wg to Gale okazał się ....nawet nie wiem jak to ująć -,- ale ok,świetnie piszesz,masz talent ;) Smutam,bo nie ma już długo rozdziału,co jest?
OdpowiedzUsuńCzekam na nn,pozdrawiam ;**