środa, 29 stycznia 2014

Rozdział 5

 Nie jestem pewna ile byłam nieprzytomna, ale kiedy się ocknęłam leżałam na kanapie w naszym pokoju, w którym przebywaliśmy podczas 74. i 75. Głodowych igrzysk.Przywitał mnie łagodny głos Peety.
- Cześć kochanie,wszystko w porządku?
- Peeta ile byłam nieprzytomna?
- Coś około godziny-odpowiedział, ale przez chwilę zawahał się czy jeszcze coś dodać-Jo jest piętro niżej.
 Wystrzeliłam jak z armaty. Chciałam ją teraz jakoś wesprzeć, dodać otuchy, przytulić. Kiedy tylko wjechałam windą na ich piętro minęła mnie mama Jo. Pomimo jest dziwnego stroju(tzn. kapitolskiej mody) wydawała być się taka jak moja mama po śmierci taty. Nie dziwię się jednak temu, w końcu jej jedyna córka została wysłana na rzeź.Nawet nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić co musi czuć teraz ta kobieta. Gdy mnie zobaczyła zaczepiła mnie i powiedziała:
- Katniss, wiem, że to nie twoja wina, ale mam do ciebie prośbę-przerwała wycierając chusteczką swój rozmazany makijaż-zaopiekuj się nią. Ona tylko zgrywa taką twardą. Za szybko musiała dorosnąć.- w tej kwestii to akurat wiem co teraz przeżywa. Tylko, że ja miałam jeszcze Prim, Gale'a i inne osoby pracujące na Ćwieku.
- Oczywiście, zrobię co w mojej mocy, żeby nie czuła się teraz sama no i obiecuję, że wróci do domu żywa.-mama Jo ucałowała mnie w czoło i wyszeptała ciche dziękuję.
 Jo siedziała skulona w kącie. Jej twarz teraz była opuchnięta i cała czerwona z płaczu. Mama Jo miała rację co do niej, zgrywała twardą i myślała, że nic nie zauważę. Po chwili jednak zrezygnowała i rzuciła się w moje objęcia.
- Boje się- mówiąc to czułam jej łzy na mojej koszulce.
- Jesteś silna, poradzisz sobie.Kto wygra jak nie ty- chciałam ją jakoś pocieszyć, lecz i tak wiedziałam, że to na nic.
- Katniss-jej głos stał się bardziej opanowany i poważny- wiesz o co mi chodzi-doskonale to wiedziałam.Szła na arenę z miłością swojego życia ,lecz tylko jedno z nich przeżyje i wróci do domu.
- Wiem-odpowiedziałam łamiącym się głosem-tak mi przykro Jo- po tych słowach rozpłakałyśmy się obie. Po jakiejś godzinie pomogłam jej się ogarnąć i wjechałyśmy windą na ostatnie piętro gdzie czekała na nas cała ekipa oprócz Peety i Josha.
- Gdzie oni są?-zapytałam Haymitcha, który o dziwo był trzeźwy.
- Siedzą na dachu, ale nawet nie próbuj ich wołać.
- A to niby dlaczego?- ponownie zapytałam teraz jednak mój ton był bardziej kąśliwy.
- Katniss no pomyślmy dlaczego-zaczął bardzo złośliwie już chciałam go skarcić,ale się powstrzymałam-może chociażby dlatego, że teraz Peeta rozmawia z Joshem na bardzo ważne i to męskie, a już na pewno nie dotyczące ciebie tematy.
- Przepraszam nie potrzebnie się uniosłam.
- Właśnie dlatego nie tylko ty jesteś ich mentorem-wiem, że Haymitch ma rację, a tego nienawidzę,przyznawać mu rację.Na szczęście jakiś kwadrans później Josh z Peetą zeszli do nas. Josh oczywiście usiadł obok Jo, a Peeta wziął mnie na kolana, bo chociaż sofa jest przestronna to wszyscy się na  niej nie zmieścilibyśmy.
 Po zobaczeniu dożynek w innych dzielnicach stwierdziłam, że oprócz wnuczki Snowa i bardzo dobrze zbudowanego chłopaka nie ma żadnych zagrożeń.Ekipa przygotowawcza zabrała Jo i Josha,aby ich przygotować do prezentacji trybutów, Haymitch z Effie(która przyjechała, bo jak powiedziała,, Nie mogłam zostawić was w takiej chwili")poszli zająć miejsce na widowni. Zostałam ja i Peeta, objął mnie ramieniem, więc spędziliśmy tak jakieś pół godziny. Żadne z nas nic nie mówiło i nie musiało, ponieważ dla niego ta sytuacja była równie trudna jak dla mnie.Kiedy wybiła 18 poszliśmy zająć swoje miejsce.W końcu wyjechały rydwany. Nie mogłam się posiadać z zachwytu.

wtorek, 28 stycznia 2014

Rozdział 4

Kochana Katniss!
Dzisiaj poinformowano nas, że będziemy brali udział w Igrzyskach.Powiedziano nam również ile mamy wpisów.Każde odnotowane przestępstwo równa się dodatkowemu wpisowi, więc jak się już pewnie domyślasz mam baaardzo dużo wpisów, a mianowicie 112.Sytuacja Josha też nie jest najlepsza, bo on ma tylko (a może aż) połowę mniej.Ja to wiem i czuję, że zostanę wylosowana.Mam nadzieję, że to Ty i Peeta zostaniecie moimi mentorami.Pozdrawiam Was i całuję.Jo 
P.S.Nie martwcie się o mnie i śpijcie spokojnie.
Zaczęłam płakać i mimo ostatnich słów Jo nie spałam ani minuty, Peeta zresztą też. Obejmował mnie i próbował pocieszać, ale to na nic. Pokochałam Jo jak Prim, ona była po prostu kopią Rue połączonej z moją siostrą, której już nie ma. Kiedy pomyślałam, że to przeze mnie może trafić na arenę myślałam tylko o tym jak to siebie nienawidzę.Ona nie jest typowym kapitolińskim dzieckiem chodzącym w perukach i ostrym makijażu. Jo jest szalona, ale też i opanowana, wesoła, lecz również poważna.Chociaż jest bystra,mądra i ma wielkie szanse żeby wygrać to jednak będą ją później nękać koszmary i wizje zabitych przez nią trybutów.Nagle nasunęło mi się jedno pytanie.
- Peeta, a co jeśli ona zostanie wylosowana z Joshem?
- Wtedy rzucę się na Paylor jak na ciebie w 13-nie pocieszyło mnie to wcale, ale wiem ,że Peeta jest w stanie to zrobić.Pokochał Jo jak siostrę, której nigdy nie miał.
 Nadszedł dzień dożynek,a ja bałam się tak jakby to moje nazwisko pojawiło się 112 razy w puli.Wsiedliśmy do pociągu. Peeta mnie złapał za rękę i nie puścił ani na chwilę co bardzo mi pomagało.Losować miała pomocniczka Paylor-Sue.Weszła na scenę i powiedziała dokładnie to co mówiła zawsze Effie.
- Witajcie,witajcie,witajcie.Wesołych Głodowych Igrzysk i niech los zawsze wam sprzyja-gdy to powiedziała podeszła do puli i powiedziała- Jak zwykle panie mają pierwszeństwo.
W tym momencie ogarnęło mnie przerażenie Peeta to wyczuł i objął mnie w pasie, gdy nagle rozległo się:
- Jo Cresta-poczułam jak moje nogi stają się jak z waty prawie bym upadła, ale na szczęście był przy mnie Peeta. Jo podeszła do Sue, spojrzała na mnie i lekko się uśmiechnęła.Pewnie chciała mnie podtrzymać na duchu, a to ja powinnam to zrobić.Odwzajemniłam uśmiech,gdy Sue kontynuowała-Teraz pora wybrać chłopca-podeszła do drugiej puli, miałam wrażenie, że już umarłam albo, że to tylko zły sen.Niestety to była prawda- Josh Counter.
 Kiedy Josh wszedł na scenę Jo rzuciła mu się na szyję i coś szepnęła mu do ucha. Jednak ja nie byłam wtedy już w stanie racjonalnie myśleć.Ostatnie co pamiętam to widok ich trzymających się za ręce i znikających w ciemnej limuzynie.

Rozdział 3

Jadąc pociągiem przypomniałam sobie mój drugi powód ,dla którego przyjechałam do Kapitolu. Miałam w imieniu swoim i Peety potwierdzić to,że zostaniemy mentorami na ostatnich 76. Głodowych Igrzyskach.Gryzły mnie różne myśli:A co jeśli wylosują Jo albo Josha? Co jeśli ona zginie na arenie?
 Chciałam się przespać, ale nie umiałam zasnąć, w końcu nie miałam przy sobie Peety, który otoczyłby mnie swoim ramieniem.Minęło już parę godzin i wreszcie dojechałam do domu. Nie wiem czemu, ale mimo późnej pory i potwornego zmęczenia postanowiłam pójść do Peety. Było to bardzo egoistyczne posunięcie w końcu on na pewno już spał, ale bardzo chciałam go zobaczyć,usłyszeć jego bicie serca, poczuć jego ręce, które obejmują mnie zawsze kiedy tego potrzebuje.Zapukałam do drzwi i nie musiałam długo czekać kiedy otworzył mi drzwi.
- Katniss co się stało?- nigdy w jego głosie nie słyszałam takiego przerażenia.
- Po prostu się stęskniłam i bardzo chciałabym z tobą porozmawiać-powiedziałam uśmiechając się do niego,a on zrobił krok w lewo robiąc mi przejście i ruchem dłoni wskazał bym się rozgościła, po czym zapytał zaintrygowany:
- To o czym chciałabyś ze mną porozmawiać?
- Wiesz spotkałam dzisiaj kogoś kto zrobił dla mnie naprawdę wiele...-i tak opowiedziałam mu o Jo o jej chłopaku, historii, o pytaniach, które mnie dręczyły.
- Katniss ja też jej wiele zawdzięczam-jego słowa mnie zdziwiły, lecz pozwoliłam mu kontynuować- jak byłem w szpitalu w 13 codziennie przychodziła do mnie i wstrzykiwała antidotum, które opracowała razem z Prim. Nie mówiłem ci o tym wcześniej,a teraz wiem, że zawdzięczam jej jeszcze więcej i nigdy nie będę w stanie jej tego wynagrodzić.
 Rozmawialiśmy tak ze dwie godziny. W końcu jednak dało się znać zmęczenie i zasnęłam w jego ramionach.Zasypiałam tak teraz codziennie, aż pewnego dnia wprowadziłam się, bo miałam już dość zastanawiania się czy dzisiaj śpimy u mnie czy u niego.Mijały tak miesiące. Peeta otworzył piekarnię,ja polowałam, czasami Haymitch nas odwiedzał.
 Pewnego ranka ktoś głośno zapukał do drzwi.
- Ja otworzę-wrzasnął Peeta po czym zawołał do mnie- Katniss zobacz kto nas odwiedził.
- Witaj skarbie zobacz kogo wam przyprowadziłem- powiedział Haymitch wskazując szczupłą postać stojącą obok niego.
- Cześć Katniss!
- Cześć Jo-widząc ją od razu poprawił mi się humor chciałam zapytać ją o tyle rzeczy, ale ona zobaczywszy Peete rzuciła mu się na szyję i powiedziała:
- Tak się cieszę, że widzę was razem-po tych słowach rozluźniła uścisk i opowiedziała co tam słychać w Kapitolu no i poinformowała nas, że sesje końcową zaliczyła na pięć z plusem, czyli, że jest pełnoprawnym lekarzem.Oczywiście pogratulowaliśmy jej, Peeta zamknął na czas odwiedzin Jo piekarnię.Chodziliśmy na spacery, pływaliśmy, Jo odwiedziła starych znajomych i po tygodniu wyjechała.
- Pusto tu tak bez niej-stwierdziłam wieczorem przytulając się na sofie do Peety.
- I tak cicho-odpowiedział po czym dodał-przyszedł dzisiaj list od niej może chcesz zobaczyć?-zapytał choć było to pytanie retoryczne, minął już miesiąc od jej wyjazdu.
- Żartujesz?Pokazuj to w tej chwili.

Rozdział 2

 Szłyśmy w milczeniu już dobre pół godziny kiedy Jo zaczęła mówić.
- Wiesz ja kiedyś też mieszkałam w 12, ale jak miałam 4 lata mój tata i brat zginęli w pożarze. Mama wtedy wyszła na Ćwiek sprzedać trochę sukienek. Było już ciemno, a ja nic nie jadłam tego dnia, więc postanowiłam upolować parę myszy. Tak, to jest bardzo dziwne, lecz już jako małe dziecko ciskałam nożami w myszy, a później nabijałam je na patyk i podpiekałam w kominku. Tym razem, gdy otworzyłam drzwi z kominka dym buchnął mi prosto w twarz. Zaczęłam się dławić i w tym samym momencie iskra spowodowała pożar.Panicznie boję się ognia, ponieważ kiedy miałam 2 lata tata uczył mnie chodzić, potknęłam się i wpadłam do ognia. Rodzice ruszyli do mnie z odsieczą, mama polała mnie wiadrem zimnej wody, ale blizny nie zeszły do dzisiaj.Ale wtedy kiedy nasz dom stał w płomieniach zdążyłam się wyślizgnąć przez małą szparę w ścianie, bo drzwi się zatrzasnęły,a do okien nie dosięgałam. Mój tata mógł otworzyć okno i ratować siebie oraz mojego braciszka, ale on tylko wrzasnął,, Ty mała smarkulo, kiedyś tego pożałujesz"-podczas, gdy Jo mi to wszystko opowiadała nie umiałam się powstrzymać od płaczu.Przecież ona była wtedy taka mała, więc jak jej ojciec mógł ją jeszcze w takiej chwili obwiniać za ten pożar-Katniss nie myśl o nim źle miał przeze mnie mnóstwo kłopotów i zmartwień-i jeszcze go broniła.- Z mamą dawałyśmy jakoś radę aż do czasu kiedy skończyłam 6 lat. Ledwo wiązałyśmy koniec z końcem. Właśnie wtedy mama dostała ofertę pracy w Kapitolu jako stylistka. Przeprowadziłyśmy się, poszłam do nowej szkoły i spotkałam Josha. Zakochaliśmy się i spędzaliśmy bardzo dużo czasu ze sobą. On tańczył, ja go promowałam i zbierałam pieniądze. Handlowałam, wymieniałam się różnymi przedmiotami, prowadziłam nielegalne interesy, żeby utrzymać rodzinę Josha. mnie i mamę. Nauczyłam się polować, dzięki tobie Katniss.Jak mieszkałam w 12 to codziennie cię śledziłam i starałam się powtarzać twoje ruchy. Przez co zawdzięczam ci teraz to, że mogę studiować medycynę.
- Jo- wyszeptałam- to nie twoja wina z tym pożarem nie możesz siebie o to obwiniać.
- I kto to mówi-wtrąciła nagle- ta co obwinia się za śmierć wszystkich ludzi-po tych słowach zdałam sobie sprawę jaką musi być mądrą i bystrą dziewczyną- Katniss-powiedziała prawie szeptem-musisz sobie wreszcie uświadomić co czujesz do Peety. Nie umiem patrzeć już dłużej na cierpienie i ból w jego oczach. Nie dlatego,że go nie kochasz, ale dlatego, bo nie wie co do niego czujesz on się męczy i bije z myślami.
- Skąd ty to wszystko wiesz? Jak? Jakim cudem?- zapytałam z niedowierzaniem jak ktoś kto widział nas parę razy wie więcej o naszych uczuciach niż ja sama.
- Katniss, przecież widzę jak na siebie patrzycie i jak próbujecie się chronić za wszelką cenę. Jesteście w stanie poświęcić swoje życie za tą drugą osobę.Jak się całujecie, dotykacie... mam dalej wymieniać?
- Nie-mówiąc to przypomniałam sobie dzisiejszą kłótnię Jo i Josha- Jo jesteś pierwszą osobą, której udało się uświadomić mi co czuję do Peety.
- Moja mama mówi mi, że powinnam zostać psychologiem, z nie lekarzem-zaczęłyśmy się śmiać, rozmawiać i tak aż do końca naszej podróży. Na pożegnanie uścisnęłam ją mocno,chyba z dziesięć razy podziękowałam,powiedziałam żeby uważała na siebie, a ona na koniec zapytała:
- Katniss-powiedziała to tonem, którego jeszcze u niej nie słyszałam, takim płaczliwym jakim dziecko prosi swoją mamę,żeby nie zgaszała lampki na noc- Ostatnie igrzyska się odbędą, prawda?

Rozdział 1

 Powoli zaczynam wracać do rzeczywistości.Mam ochotę jak najszybciej zapomnieć o tym wszystkim i wrócić do mojego domu, do 12. dystryktu.Tam z pewnością czeka już na mnie Peeta, która nie wie ciągle co do niego czuję.
 Właśnie stoję przed rezydencją Paylor. Miałam odebrać oficjalne podziękowania za to co zrobiłam dla Panem.Jednak ja nadal uważam, że zbyt wiele ludzi przeze mnie zginęło, ludzie, których nawet nie znałam zaufali mi i poświęcili swoje życie.
 Mój taksówkarz spóźnia się już całą godzinę. Patrzę na ciemną i prawie bezludną uliczkę kiedy nagle z zamyślenia wyrywają mnie odgłosy kłótni. Szukam źródła dźwięku i zauważam dziewczynę i chłopaka na oko mieli ok. 15 lat. Nie mogłam się powstrzymać i podsłuchałam ich kłótnie.
- Nie możesz mi po prostu powiedzieć, że mnie kochasz!- wrzasnął chłopak- tylko nieustannie musisz pakować się w niebezpieczeństwo, żeby ratować mój tyłek. Nie chcę, abyś przez moją głupotę została aresztowana. NIGDY bym sobie tego nie wybaczył, rozumiesz N-I-G-D-Y!
- Ale to ty się dla mnie poświęcasz i za wszelką cenę próbujesz mnie chronić. Więc jeśli ktoś tu jest winny to ja-dziewczyna nie wytrzymała i zaczęła płakać waląc pięściami w klatkę piersiową chłopaka- Gdyby ciebie mi zabrali straciłabym wszytko.
Chłopak chciał ją uspokoić, więc złapał ją za nadgarstki, przyciągnął do siebie, objął i czule pocałował. Może stałam daleko, ale ich miłość wyczuwało się na kilometr.
 Nawet się nie zorientowałam, a tajemnicza dziewczyna stanęła obok mnie.
- Cześć Katniss!- stanęłam jak wryta. Inaczej ją sobie wyobrażałam. Ludzie w Kapitolu zazwyczaj wyglądają przedziwnie,a ona była po prostu piękna. Miała długie, falowane blond włosy sięgające aż za ramiona. Jej zielone oczy błyszczały w świetle księżyca. Była ubrana w zwykłe dżinsy i biały top, na który miała założoną luźną koszulę w kratę.
- Cześć...-nie zdążyłam dokończyć, bo dziewczyna mi przerwała.
- Jo. Mam na imię Jo. Przykro mi, że byłaś świadkiem mojej i Josha kłótni.
- Przepraszam nie chciałam was podsłuchiwać.
- Katniss nie żartuj. Nie masz za co przepraszać i naprawdę bardzo mi przykro z powodu Prim. Była jedną z moich najlepszych przyjaciółek.
- Skąd ją znasz skoro mieszkasz w Kapitolu?-zapytałam mając już zupełny mętlik w głowie.
- Razem z nią czuwałam w szpitalu w 13 i ... - przerwała na chwilę zastanawiając się czy dokończyć.
- I?- zapytałam nadal lekko zdezorientowana.
-... i pomagałam Peecie w terapii by nie uważał cię za zmiecha- powiedziała niepewnie- ale dosyć tego o mnie.Co tu robisz o takiej porze?
- Mój taksówkarz, który miał mnie zawieźć się spóźnia i...
- Nie przyjedzie. Dzisiaj granice Kapitolu są zamknięte. Najszybciej do dworca trafisz przez las.Jak chcesz to cię zaprowadzę do dystryktu 2,a stamtąd zabierze cię pociąg.
- A co na to twoi rodzice? - zapytałam, ale jedyne co usłyszałam to...
- Opowiem ci po drodze.