czwartek, 30 stycznia 2014

Rozdział 8

Dzień minął bardzo szybko, musiałam koniecznie porozmawiać z Jo. Miałam do niej tyle pytań. Na szczęście Jo przyszła godzinę przed kolacją. Usiadła obok mnie na kanapie.
- Jo?-przerwałam na chwilę-Jak mi się przedstawiałaś nie powiedziałaś jak masz na nazwisko-chciałam dalej kontynuować,ale ona jak zwykle mnie ubiegła.
- Wiedziałam, że poruszysz ten temat. Annie to młodsza i jedyna siostra mojego taty. Mój tata nie utrzymywał bliskich kontaktów ze swoją rodziną, za to moja mama zaprzyjaźniła się z Annie, są jak siostry. Zwłaszcza teraz kiedy Finnick...-przerwała, a ja dostrzegłam w jej oczach łzy-to Annie została sama z dzieckiem- objęłam ją, pocałowałam w czoło i próbowałam uspokoić.-Katniss ja nie dam rady, to wszystko mnie przerasta. Nie jestem wcale silna-nie wiedziałam co jej odpowiedzieć, bo nie byłam w tym dobra,ale jak zawsze pojawiał się mój wybawiciel. Peeta kiedy zobaczył co jest grane podszedł do nas i wziął Jo na kolana. Jego ramię, na którym oparła swoją głowę  po paru minutach było całe mokre. Wyglądali razem jak starszy brat pocieszający swoją siostrę po zerwaniu z chłopakiem.
- Jo dasz radę. Jesteś bardzo silna-próbował ją jakoś pocieszyć.- Nie jesteś sama, jak chcesz nam coś powiedzieć to wal śmiało. Jesteś dla nas jak siostra-nie wiem skąd on ma taki dar przemawiania, ale Jo na jego słowa się uśmiechnęła.
- Jak mogłabym coś przed wami zataić-widać, że powoli powraca stara Jo, przytuliła się do Peety i chociaż powiedziała to szeptem to słyszałam jak mu dziękuje.
 Wszyscy zasiedliśmy do kolacji. Przy stole zapadła grobowa cisza. Pierwszy odezwał się Josh. Opowiedział jak wyglądał ich pierwszy trening, ile się nauczyli. Następnie zabrała głos Johanna, która tego wieczoru dołączyła do kolacji.
- Chciałabym wznieść toast za pomyślny trening- po jej słowach każdy podniósł kieliszek, kiedy nagle odezwał się Haymitch.
- Zaraz, zaraz-podszedł do mnie, zabrał mój kieliszek, po czym uniósł moją dłoń-ja natomiast proponuję wznieść toast za naszych narzeczonych-wszyscy zwrócili teraz wzrok na mnie i na Peetę, a następnie zaczęli nam bić brawo, podchodzić do nas i składać gratulację. Jo skakała z radości.
 Po kolacji pełnej wrażeń siedziałam wtulona do Peety, kiedy przybiegł zdyszany Josh.
- Jo zniknęła, nie ma jej nigdzie.
 Zerwaliśmy i gorączkowo zaczęliśmy myśleć. Po chwili Peeta wpadł na pomysł. Wystarczyło mi jedno spojrzenie na niego i wiedziałam, gdzie chce iść.
 Jo siedziała na dachu w takiej samej pozycji jak Peeta w dniu, w którym mi się oświadczył. Chyba usłyszała nasze kroki, bo nie odwracając się powiedziała:
- Nic mi nie jest.
- Ej, obiecałaś nam coś-zaczął Peeta.
- Po prostu przykro mi, że nie będę na waszym ślubie-cicho westchnęła i mówiła dalej.-Będzie z was piękna para młoda.
- Jo- tym razem ja zaczęłam-ty będziesz naszym gościem honorowym.Ty-tu przerwałam na chwilę- i Josh. Wyciągniemy was z tego, oboje.
 Byłam taka dumna z siebie, że wreszcie powiedziałam coś sensownego, lecz wkrótce tego żałowałam. Peeta podniósł się i zaczął biec w stronę gabinetu Paylor.
- Peeta-zaczęłam krzyczeć-Peeta stój!

4 komentarze:

Przeczytałeś?Możesz pozostawić po sobie ślad w postaci komentarza ;)