środa, 5 lutego 2014

Rozdział 17

 Krew spływała po jej bladej cerze. Skóra była tak popękana z mrozu, że krew lała się z niej strumieniami. Leżała nieprzytomna, odwodniona, zmarznięta, wygłodzona, półmartwa i cała pokryta ranami(w niektóre wdało się już zakażenie)na naszym stole kuchennym. Jej piękne długie blond włosy były całe pokryte brudem areny. Moja mama badała dokładnie każdy centymetr jej ciała, chciała nas od niej odgonić, ale ja już jej nie zostawię, nie zostawię Jo już nigdy. Trzymałam ją za rękę tak jakby miała za chwilę zniknąć, Peeta chodził nerwowo po kuchni, a Haymitch opowiadał nam jak ją znalazł, a właściwie to jak ocalił jej życie.
- Szedłem sobie w stronę lasu, oglądając po drodze wyniszczały Kapitol wtedy coś mignęło mi przed oczami, to ta kapsuła, w której posyłaliście jej pożywienie gdy była na arenie. Podbiegłem by zobaczyć co tam się znajduje. Zobaczyłem ją, leżała bezwładnie...- przerwał zaczerpnął powietrza i kontynuował- rozejrzałem się po okolicy, ale go nie było. Przykro mi skarbie- wiem co ma na myśli Josh zniknął,jeśli nie było go przy Jo musiało mu się coś stać. Przed oczami miałam obraz Jo śmiejącej się, później strasznie przestraszonej, a w końcu jej list. Łzy same napływają mi do oczu. Ciszę przerywa diagnoza mamy.
- No cóż, Katniss będę szczera, nie wygląda to najlepiej. Oprócz poważnego odmrożenia kończyn, przemarznięcia, odwodnienia, wychudzonego ciała, otwartych, rozległych ran, paru złamań jest jeszcze przepuklina, musiała dźwigać coś bardzo ciężkiego.
- No tak dźwigała 55 kg Josha- Peeta wtrącił, bo ja nie potrafiłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
- Będę musiała ją operować, więc musicie opuścić to pomieszczenie- odparła i ręką wskazała drzwi.
  Haymitch odciągnął mnie stamtąd dlatego teraz tkwię w salonie. Wiem, że moja mama jest profesjonalistką, lecz co z tego. Po czterech, a może pięciu godzinach otwierają się drzwi,mama daje znać, że wszystko przebiegło bez żadnych komplikacji. Peeta zanosi Jo na górę do łazienki gdzie obmywamy ją z brudu i odkażamy rany. Mama zszywa te większe, na resztę kładzie jakieś liście. Wstrzykuje jej antybiotyk. Peeta ponownie bierze Jo na ręce tym razem idzie z nią do pokoju gościnnego, w którym mamy dodatkowe łóżko. Zmieniam jej ubranie na świeże, po czym mama podłącza kroplówkę i specjalną aparaturę. Wreszcie zostajemy z nią sami. Mimo tego co przeszła nadal na jej twarzy dostrzegam tą samą Jo, jaką poznałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytałeś?Możesz pozostawić po sobie ślad w postaci komentarza ;)