Za oknem spadł śnieg. Jo nie wychodzi z domu, ponieważ śnieg kojarzy jej się z areną. Peeta musiał zastawić jej okna ,jego pięknymi obrazami przedstawiającymi słoneczną plażę w czwórce, gdyż Jo przerażał mroźny widok zimy. W nocy budziła się z koszmarami i nie potrafiła zasnąć. Cudem namówiłam ją dzisiaj żeby wyszła na zewnątrz do swojego punktu medycznego. Wielu pacjentów skarżyło się na jej długą nieobecność. Teraz jest sezon na grypy i przeziębienia, więc Jo jest bardzo potrzebna jako jedyny lekarz w dwunastce.Właśnie przygotowuję obiad i czekam aż Peeta z Jo wrócą. Drzwi otwierają się na oścież, a do środka wpada chłód. W progu staje Peeta, cały ze śniegu, jego twarz rozpromienia ciepły uśmiech, który współgra z rumieńcami na policzkach pozostawionymi przez mróz. Obejmuje mnie i składa na moich ustach delikatny pocałunek. Całujemy się długo i coraz namiętniej, nie potrafię się od niego oderwać i smutno zrobiło mi się gdy Peeta nagle przestał. Już chce się o coś zapytać, kiedy do domu wpada Haymitch. Ostatnio często tak robi, dlatego zdążyłam przywyknąć. Oduczył się już kulturalnego pukania. Zdziwiło mnie jednak, że jest trzeźwy, ale za to chyba strasznie skacowany. Widzę jak łapie się za głowę nie umiejąc powstrzymać bólu.
- Gdzie Jo?- pyta tak cicho jakby miał zaraz stracić głos.
- Jeszcze nie wróciła- Peeta odpowiada mu przyglądając się badawczo.
- Jak to nie wróciła- Haymitch zaczął bardziej zdecydowanie i glośniej.- Przed chwilą byłem w punkcie medycznym i jej tam nie było- uśmiech znika z twarzy Peety, spogląda na mnie, a ja tylko daje mu znać wzruszeniem ramion, że nie mam pojęcia gdzie może być.- Znowu się pokłóciliście?
- Nie- tym razem ja mu odpowiadam.- Nawet jeśli to jest już późno, zawsze o tej porze wracała.
Minęło pięć, może więcej godzin od niezapowiedzianej wizyty naszego mentora. Peeta chodzi wystraszony w kółko, Haymitch nalewa sobie kolejnego drinka, a ja zastanawiam się gdzie też ona się podziała. Ktoś puka do drzwi, zrywamy się natychmiast. Peeta biegnie otworzyć,ale po chwili wraca jeszcze bardziej zmartwiony i zawiedziony.
- To tylko Johanna- widzę jak jej smukła sylwetka wyłania się zza drzwi.
- O- Johanna spogląda na nas ze złością.- Ale przywitanie- tym razem kieruje wzrok na Peetę, który znowu zaczął nerwowo chodzić w tę i we w tę.- A wam co się stało?
- Jo zaginęła- Haymitch powiedział to z takim spokojem, jakby oznajmiał jej, że sąsiadka kupiła sobie psa. Nie ukrywam iż zdenerwowało mnie to.
- Jak to - Johanna spojrzała na nas z niepokojem, mam wrażenie, że ona wie coś więcej na ten temat niż my.
Rezrrwuję sobie pierwszeństwo!<3
OdpowiedzUsuń*-* Uwielbiam Twój styl pisania <3 Piszesz z taką lekkością ,że nie mogę oderwać się od czytania ;3 Pisz bardziej szczegółowo ,ponieważ czytam nową notke w ciągu trzech minut ,a potem nie wiem co dalej począć ze swoim życiem ;3 Pozdrawiam i życzę weny ;3
OdpowiedzUsuńPS. Kiedy następny rozdział?