Jeszcze parę tygodni temu myślałam, że nie ma trudniejszego zadania niż wychowanie dzieci, myliłam się. Trzymanie Jo w domu jest trudne, a zakazanie jej wychodzenia z łóżka jeszcze trudniejsze. Dzisiaj rano chciałam jej zrobić niespodziankę i zaprosić ją na zakupy przedślubne w przyszłym tygodniu, ale nie było jej jeszcze w kuchni. Poszłam do pokoju Jo, nie zastałam tam żywej duszy. Po piętnastu minutach zaczęłam się denerwować, więc obeszłam cały dom w jej poszukiwaniu. Minęła godzina, ktoś wszedł do domu.
- Jo tym razem przeholowałaś- zaczęłam, lecz zamiast Jo zastałam Peetę.
- Gdzie jest Jo?- zapytał nadal się uśmiechając.- Jeszcze śpi...
- Peeta, Jo nie ma w domu.
- No pięknie znowu to zrobiła. Niech no tylko wróci- ma rację ta sytuacja powtarza się już zbyt często, a lekarz sam powiedział, że powinna leżeć i wypoczywać. Ona ma to kompletnie gdzieś. Wiem ile przeszła, lecz jakieś granice muszą być,my je wyznaczyliśmy, a ona właśnie je przekroczyła. Usiedliśmy na kanapie i czekaliśmy, to taka nasza nowa strategia. Jo przyszła po pół godzinie, cała w błocie i zadrapaniami na twarzy. Chciałam podbiec, zapytać się co się stało, ale Peeta mnie powstrzymał.
- Ups, chyba się wkopałam- wiedziała, że ma przechlapane.
- To chyba za mało powiedziane- Peeta miał głos jak 40-letni ojciec, który zaczął poważną rozmowę z córką.- Czy my za dużo wymagamy, miałaś nie wychodzić z domu przez jeszcze parę dni. Tak zalecił lekarz, a ty wymykasz się gdzieś świtem . Moje pytanie brzmi, gdzie?
- Do lasu, na polowanie- Jo nigdy nas nie okłamywała, nie potrafiła.
- Zwariowałaś- głos Peety był bardziej stanowczy i ostry, ale nie był podniesiony.- A gdyby coś ci się stało? Matko, Jo my się o ciebie martwimy.
- Coś jeszcze, tato- powiedziała to bardzo kąśliwie, zraniła Peetę odpowiadając mu w ten sposób.
- Jo to było nie fair wobec Peety, on się ...-Jo mi przerwała.
- Katniss, a co jest fair- jej ton był teraz bardziej pretensjonalny niż złośliwy.- bo na pewno nie jest fair trzymanie mnie w zamknięciu- wbiegła do swojego pokoju trzaskając drzwiami. Nie mamy prawa jej rozkazywać, to prawda. To nie my jesteśmy jej rodzicami.
- Porozmawiam z nią- po krótkiej chwili milczenia odezwałam się do Peety.
W jej pokoju panował spokój i cisza. Jasnofioletowe ściany w pełni uzupełniały to wnętrze. Jo siedziała na szerokim parapecie. Nogi miała podkurczone, wyglądała tak niewinnie. Gdy podeszłam bliżej, zauważyłam, że płacze. Usiadłam obok niej.
- Co ja mam mu teraz powiedzieć, przecież on mi nie wybaczy. Sama sobie tego nie potrafię wybaczyć- Jo zaczęła załamanym głosem od czasu do czasu pociągając nosem.
- Jo oszalałaś, on tylko czeka aż przyjdziesz do niego i rzucisz mu się na szyję. Peeta się po prostu martwi, to wszystko.
- Gniewasz się na mnie ?
- Nie, nie potrafiłabym- objęłam ją i pozwoliłam by oparła się o mnie-córeczko- Jo zaczęła się śmiać.- A i mam jeszcze jedno pytanie. Czy jako moja pierwsza druhna zechciałabyś wybrać się ze mną na zakupy?
- Jo tym razem przeholowałaś- zaczęłam, lecz zamiast Jo zastałam Peetę.
- Gdzie jest Jo?- zapytał nadal się uśmiechając.- Jeszcze śpi...
- Peeta, Jo nie ma w domu.
- No pięknie znowu to zrobiła. Niech no tylko wróci- ma rację ta sytuacja powtarza się już zbyt często, a lekarz sam powiedział, że powinna leżeć i wypoczywać. Ona ma to kompletnie gdzieś. Wiem ile przeszła, lecz jakieś granice muszą być,my je wyznaczyliśmy, a ona właśnie je przekroczyła. Usiedliśmy na kanapie i czekaliśmy, to taka nasza nowa strategia. Jo przyszła po pół godzinie, cała w błocie i zadrapaniami na twarzy. Chciałam podbiec, zapytać się co się stało, ale Peeta mnie powstrzymał.
- Ups, chyba się wkopałam- wiedziała, że ma przechlapane.
- To chyba za mało powiedziane- Peeta miał głos jak 40-letni ojciec, który zaczął poważną rozmowę z córką.- Czy my za dużo wymagamy, miałaś nie wychodzić z domu przez jeszcze parę dni. Tak zalecił lekarz, a ty wymykasz się gdzieś świtem . Moje pytanie brzmi, gdzie?
- Do lasu, na polowanie- Jo nigdy nas nie okłamywała, nie potrafiła.
- Zwariowałaś- głos Peety był bardziej stanowczy i ostry, ale nie był podniesiony.- A gdyby coś ci się stało? Matko, Jo my się o ciebie martwimy.
- Coś jeszcze, tato- powiedziała to bardzo kąśliwie, zraniła Peetę odpowiadając mu w ten sposób.
- Jo to było nie fair wobec Peety, on się ...-Jo mi przerwała.
- Katniss, a co jest fair- jej ton był teraz bardziej pretensjonalny niż złośliwy.- bo na pewno nie jest fair trzymanie mnie w zamknięciu- wbiegła do swojego pokoju trzaskając drzwiami. Nie mamy prawa jej rozkazywać, to prawda. To nie my jesteśmy jej rodzicami.
- Porozmawiam z nią- po krótkiej chwili milczenia odezwałam się do Peety.
W jej pokoju panował spokój i cisza. Jasnofioletowe ściany w pełni uzupełniały to wnętrze. Jo siedziała na szerokim parapecie. Nogi miała podkurczone, wyglądała tak niewinnie. Gdy podeszłam bliżej, zauważyłam, że płacze. Usiadłam obok niej.
- Co ja mam mu teraz powiedzieć, przecież on mi nie wybaczy. Sama sobie tego nie potrafię wybaczyć- Jo zaczęła załamanym głosem od czasu do czasu pociągając nosem.
- Jo oszalałaś, on tylko czeka aż przyjdziesz do niego i rzucisz mu się na szyję. Peeta się po prostu martwi, to wszystko.
- Gniewasz się na mnie ?
- Nie, nie potrafiłabym- objęłam ją i pozwoliłam by oparła się o mnie-córeczko- Jo zaczęła się śmiać.- A i mam jeszcze jedno pytanie. Czy jako moja pierwsza druhna zechciałabyś wybrać się ze mną na zakupy?
_____________________________
wedle waszego życzenia 14.02. pojawi się specjalna notka, jeśli macie jeszcze jakieś życzenia chętnie je spełnię :*
Jej cudny :) jest możliwość dodania jeszcze małego bonusika ? <3
OdpowiedzUsuńNiestety mam bardzo dużo jeszcze do zrobienia, ale jutro wstawię więcej ;)
UsuńCudowny rozdział ;*
OdpowiedzUsuń