piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 20

  Jo ciągnie mnie za rękę do kolejnego sklepu. Obeszłyśmy już 10 sklepów z butami, 8 z biżuterią i co najmniej z 15 sklepów z sukniami ślubnymi. Jo zna Kapitol jak własną kieszeń, ale nadal jest tu poszukiwana. Dlatego pożyczyłyśmy dla niej o trzy rozmiary większą bluzę Peety. Muszę przyznać, że śmiesznie wygląda w jego szarej bluzie z kapturem naciągniętym na głowę. Przymierzyłam już dziesiątki sukienek, jedna nawet mi się spodobała. Nasz plan na teraz był następujący odbieramy moją sukienkę, idziemy coś zjeść, a następnie wracamy do domu. Po drodze mijamy sklep Tigris, wracają wszystkie wspomnienia, rozmowa Gale'a i Peety, pomoc Tigris. Nawet nie zauważam kiedy dochodzimy na miejsce. Pani ekspedientka podaje mi torbę z moją suknią po czym żegna nas uśmiechem. Gdy wychodzę ze sklepu natychmiast zauważam restaurację. Jestem tak głodna, że tym razem to ja ciągnę Jo. Ku mojemu zdziwieniu ona stawia opór.
- Co się stało? - pytam ją zdziwiona.
- Nic...znam lepszą restaurację- wiedziałam, że kręci, bo po rewolucji została tylko jedna czynna restauracja w Kapitolu.
- Jo, wiem, że kłamiesz. Powiedz prawdę, proszę.
- Mieszkałam obok tej restauracji i...
- Nie musisz kończyć- przytuliłam ją do siebie.- Może odpuśćmy sobie obiad. Peeta na pewno przygotuje nam coś pysznego.
- Tobie na pewno, ale mnie pewnie chce otruć. Nie dość, że go zraniłam to teraz jakby nigdy nic biorę sobie jego bluzę- zaczynam się śmiać, Jo nadal myśli, że Peeta jej nie wybaczy i za wszelka cenę próbuje omijać go szerokim łukiem.

  Nasz pociąg dojeżdża już na stację w dwunastce. Wysiadamy, a wtedy dostrzegam Peetę, patrzę na Jo. Ona tez już go zauważyła. Chce się odwrócić, żeby tylko go nie spotkać, ale zatrzymuję ją ręką.
- Cześć dziewczyny, jak podróż?- wita nas po czym spogląda na Jo i się uśmiecha. Wiem co go tak rozbawiło, bo gdy Haymitch do nas podchodzi nie kryje rozbawienia.
- Fajna bluza Jo- Haymitch mówi to przez śmiech. Co mnie nie dziwi, ponieważ zadrapana twarz Jo plus za duża na nią bluza Peety w połączeniu wygląda jak więzień, który nawiał. Jo jednak to nie śmieszy, cała się gotuje. Mam poczucie jakby zaraz miała eksplodować. Przechodzi najgorszy etap w dojrzewaniu czyli bunt. Na domiar złego Johanna także zapragnęła nas powitać.
- O matko! Katniss. kogo ty tu przywiozłaś? Miałaś jechać po suknię, a nie po zbiega z więzienia- wszyscy wybuchają śmiechem oprócz mnie i Jo, spoglądam karcąco na nich, lecz przestają dopiero kiedy pociąg odjeżdża.
- Dobrze, to możemy już iść? - Peeta pyta nadal się uśmiechając. Odwracam się, ale w miejscu gdzie stała Jo już jej nie było.
- Jo? Jo! JO!- zaczęliśmy krzyczeć i nerwowo się rozglądać.
- Widzicie, z nią jest tak cały czas. Gorzej niż z małym dzieckiem- podsumował Peeta i wskazał nam ręką,
żebyśmy szli do domu.- Nie ma sensu jej szukać, zna drogę, a teraz na pewno się nam nie pokaże.

__________________________
jeszcze dzisiaj coś wstawię, tak jak obiecałam, ale później teraz nie mam czasu;) 

3 komentarze:

  1. Cudowne... Po prostu brak mi słów ;3 Czekam na następne rozdziały ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Genialne! Boskie! Noż po prostu... Nie znęcaj się nad nami!!!!:)
      Puma

      Usuń
  2. Kobitko nie zanęcaj się już tak na de mną ! ciągle odświeżam tego bloga i czekam aż dodasz nowy rozdział <3

    OdpowiedzUsuń

Przeczytałeś?Możesz pozostawić po sobie ślad w postaci komentarza ;)